'Bieguni' Olgi Tokarczuk - recenzja

Tytuł: Bieguni

Autor: Olga Tokarczuk

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 451

Ocena: 3.5/5


Opinia:


Tokarczuk wielką pisarką jest. Raczej trudno z tym stwierdzeniem dyskutować, po tym jak znana autorka dostała literackiego Nobla w 2019 roku (przyznanego z opóźnieniem za rok 2018). Nasza rodaczka miała szczęście, że mogła je odebrać osobiście w Sztokholmie, jeszcze zanim na dobre rozprzestrzeniła się epidemia COVID-19. Ciężko jest pisać recenzję książki noblisty, szczególnie jeśli średnio się nam ona podoba. Ale spróbuję.

Mój związek z prozą Tokarczuk można określić jako „skomplikowany", używając facebookowego żargonu. Pamiętam, że kilkanaście lat temu była już uznaną pisarką, której nie wypadało nie znać, więc sięgnęłam po jej książki. Być może byłam na taką lekturę za młoda, bo nie udało mi się przebrnąć przez żadną z jej pozycji. Nie pamiętam nawet dokładnie, po co sięgnęłam, ale pamiętam, że wiało nudą i bardzo ciężko mi się Tokarczuk czytało. Po ogłoszeniu przyznania pisarce Nobla postanowiłam, że tym razem nadrobię zaległości i przeczytam w całości co najmniej jedną książkę Tokarczuk. Zaczęłam od zbioru opowiadań, a potem trafiłam na Biegunów", za których pisarka w 2008 dostała Literacką Nagrodę Nike, a w 2018 Międzynarodową Nagrodę Bookera. Badając grunt pod kolejną lekturę, zaczęłam od czytania fragmentów różnych powieści Tokarczuk w internecie i stwierdziłam, że „Bieguni" mogą być czymś dla mnie. Jest to bowiem powieść o życiu w podróży i podróżnikach. Myślę, że każdy emigrant ma w sobie coś z nomada.

Ciężko jest streścić fabułę „Biegunów", bo powieść nie ma linearnej formy. Jest zbiorem krótkich esejów, opowiadań, przemyśleń autorki (narratorki?). Sama Tokarczuk swoją powieść nazwała „konstelacyjną". Zaczyna się od rozdziałów, w których narratorka wspomina swoje dzieciństwo. Nie jestem pewna, czy w całej powieści należy utożsamiać narratorkę z autorką, ale akurat we wstępie wiele faktów z życia narratorki pokrywa się z życiorysem Olgi Tokarczuk. Bardzo ciekawie się to czyta, po czym narracja zostaje przerwana i pojawiają się krótkie rozdziały (niektóre z nich mają dosłownie kilka zdań), po których Olga Tokarczuk zaczyna snuć opowiadanie, jedno z kilku zawartych w powieści. Zaczyna się robić ciekawie i czytając, myślałam, że może w końcu trafiłam na dzieło noblistki, które mnie zachwyci, a tu klops. Opowiadanie się urywa i autorka wraca do ogólnych rozważań, zaczynając nowe wątki. 

„Bieguni" są poszatkowaną powieścią, czytelnik nie znajdzie tu jednej linii fabularnej, opowieści z początkiem, środkiem i zakończeniem. Pod tym względem pozycja ta przypominała mi nieco utwory innej noblistki, Alice Munroe - kończąc jej opowiadania, często miałam wrażenie, że urywają się w połowie i że zostało niedopowiedzianych mnóstwo wątków i przemyśleń. Ale może o to właśnie Oldze Tokarczuk chodziło? Nieważny jest cel, ważna jest droga i sama podróż, czyli czytanie opowieści i smakowanie słów i zdań? Jedno jest pewne, polska noblistka jest wirtuozem słowa. Jej zdania są niezwykle ozdobne, puchną od obfitości słów, metafor, porównań. Jednocześnie autorka potrafi nas wciągnąć w swoją narrację. Szkoda, że te słowa i obrazy nie tworzą spójnej całości.

Motywem przewodnim „Biegunów" i wielu recenzji tej książki jest podróż, ale moim zdaniem na pierwszy plan wysuwa się historia konserwacji martwych ciał. Autorka w wielu miejscach opisuje proces konserwacji szczątków ludzkich, niektóre z opowiadań utworu odnoszą się do mistrzów tego fachu. Widać, że Tokarczuk odrobiła swoją pracę domową i odnosi się do faktów z przeszłości, nauki, a nawet malarstwa zainspirowanego publicznymi sekcjami zwłok. Niektóre fragmenty przywodzą na myśl słynny obraz Rembrandta Lekcja anatomii doktora Tulpa". Na początku jest to nawet ciekawe, ale kolejne opisy konserwacji ludzkich ciał i ludzi zajmujących tą sztuką stają się po prostu męczące. Ewidentnie widać tu fascynację autorki tym tematem, ale wątpię, żeby większość czytelników była nim dogłębnie zainteresowana.

Myślę, że „Biegunów" warto czytać fragmentami, aby docenić kunszt językowy autorki. W książce zdarzają się eseje i opowiadania ciekawsze i mniej ciekawe. Niektóre fragmenty były trudne do przebrnięcia. Uważam, że „Bieguni" lepiej sprawdziliby się jako zbiór esejów albo opowiadań. Całość może nużyć, w szczególności gdyż większość historii nie ma tak naprawdę zakończenia ani wyrazistej puenty. Kto liczy na to, że pod koniec lektury poszczególne historie w magiczny sposób się połączą i wszystko zacznie mieć sens, się rozczaruje. W książce Olgi Tokarczuk nie znajdziemy odpowiedzi, raczej pytania. Jest to refleksyjna powieść napisana w bogatym, barokowym stylu Tokarczuk, ale jej forma była dla mnie ciekawsza niż treść. Liczyłam na coś bardziej współczesnego, a tymczasem Olga Tokarczuk serwuje nam w „Biegunach" wariacje na temat motywów, które pojawiły się w jej innych dziełach i dosyć historyczną perspektywę. Podrozdziały i krótkie opowiadania sprawiają, że można ją czytać z doskoku, w podróży i może właśnie w takich małych dawkach docenia się ją najbardziej. 

Niestety, mistrz słowa i mistrz fabuły nie zawsze idą w parze. Olga Tokarczuk ma bez wątpienia ogromny talent i jest pisarką erudycyjną. Z jej tekstów można się wiele nauczyć. Jednak pisarka decyduje pisać o tematach, które są daleko od moich zainteresowań. Zamiast fascynacji podróżami i podróżnikami w „Biegunach" na pierwszy plan wysunęła się według mnie fascynacja ciałem i jego badaczami. Konstelacyjna formuła też nie do końca mnie przekonała. Rozumiem, że autorka chciała podzielić się z czytelnikiem czymś więcej niż tylko jedną historią. Ale są moim zdaniem lepsze sposoby na osiągnięcie tego samego celu. Przykładowo, kultowe „Grona gniewu" Steinbecka opowiadają historię jednej rodziny, przeplataną mini-esejami, obserwacjami o bardziej uniwersalnym charakterze, pisanymi nierzadko nieco innym językiem niż główna historia. Dzięki spójnej historii czytelnik może się jednak identyfikować z fabułą i bohaterami powieści. Czytając „Biegunów" Tokarczuk czegoś takiego nie doświadczyłam. Fabuła jest bowiem zbyt poszatkowana, żeby się utożsamiać z bohaterami i aby książka naprawdę mogła wzruszyć i poruszyć. Przydługie opisy konserwacji ciał i przeintelektualizowanych wykładów wygłaszanych przez naukowców na światowych lotniskach mnie po prostu irytowały, bo nic nie wniosły do całości, ani do mojego życia.

Jakie są Wasze wrażenia z lektury dorobku noblistki?

Prześlij komentarz

0 Komentarze