Wielojęzyczność jednolatki - podsumowanie pierwszego roku naszej wielojęzycznej rodziny

Minął pierwszy rok naszej wielojęzycznej rodziny i zainspirowana cyklem o dwujęzyczności stworzonym przez mamę żyjącą w Wielkiej Brytanii (http://mamaw.uk/dwujezycznosc-dwulatka/) postanowiłam śledzić nasze poczynania z perspektywy rodziców wychowujących wielojęzyczne dziecko. Zdaję sobie sprawę z tego, że po pierwszym roku życia dziecka trudno stwierdzić, jak rozwija się jego język, ale od czegoś trzeba zacząć, tak więc oto pierwszy wpis z tej serii.

W pierwszym roku życia wielojęzyczność jest zazwyczaj w miarę łatwa dla rodziców, bo dziecko jeszcze nie mówi i zazwyczaj nie chodzi jeszcze do przedszkola ani żłobka. Spędza dużo czasu w domu z rodzicami, dzięki czemu mają duży wpływ na ekspozycję dziecka na języki. Logopedzi zalecają śledzenie rozwoju mowy dziecka od najmłodszych lat (nawet w przypadku jednojęzycznych, czyt. polskich dzieci) i myślę, że jest to szczególnie ważne w przypadku wielojęzycznych rodzin. 

Ku mojej radości, córka wypowiedziała pierwsze słowa po polsku, ale wiem, że równowaga językowa w tak młodym wieku może zostać szybko zachwiana. Dlatego też ważne jest monitorowanie rozwoju językowego dzieci wielojęzycznych i dbałość o odpowiednią ekspozycję na język mniejszości. (Pisałam o tym przy okazji recenzji książki "Jak wychować dziecko dwujęzyczne": https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/09/jak-wychowac-dziecko-dwujezyczne.html)

Języki słyszane w brzuchu mamy

Moja córka jest w połowie Polką, a w połowie Włoszką. Urodziła się w Szwecji i od dzieciństwa była otoczona czterema językami. Jak wyglądała nasza sytuacja językowa przed jej narodzinami? Oboje pracujemy po angielsku i sporadycznie mówimy po szwedzku. W domu rozmawiamy ze sobą po włosku (mąż nie mówi po polsku). Ja rozmawiam po polsku z moją rodziną z Polski, zazwyczaj codziennie, ale przez krótki czas. Dlatego kiedy byłam w ciąży z moją córeczką, bardzo rzadko słyszała ona polski. Szacuję, że mówiłam po polsku mniej niż 5% czasu dziennie. Nie mogłam się przemóc, by czytać do "brzucha" po polsku, dlatego do mojej córki docierał głos mamy mówiącej głównie po angielsku (w pracy) i włosku (w domu). Czasami mówiłam też po szwedzku i niemiecku. Sytuacja diametralnie zmieniła się po narodzinach córki, bo zdecydowaliśmy się stosować metodę OPOL w domu.

Metoda OPOL

OPOL (one parent one language) to metoda, w której każdy rodzic mówi do dziecka w jednym języku. Ja mówię do córki po polsku od momentu, w którym się urodziła. Musiałam się przemóc, aby to robić, bo po latach wielojęzyczności moja polszczyzna zardzewiała. Na początku bardzo brakowało mi słów, ale teraz jest już lepiej. W celu stosowania OPOL przestałam również słuchać np. włoskiej i szwedzkiej muzyki, co wcześniej robiłam. Zastąpiłam ją polską muzyką. Mój mąż mówi do córki po włosku. Rodzice (czyli my:)) nadal rozmawiają ze sobą po włosku. Poza tym córka słyszy nas mówiących po angielsku i szwedzku w pracy i ze znajomymi i miała sporadyczny kontakt z innymi językami: niemieckim, hiszpańskim, francuskim, greckim. 

Zaraz po urodzeniu córki przebywaliśmy przez jakiś czas w szpitalu (o naszych wrażeniach z tego pobytu pisałam w artykule o porodzie i opiece okołoporodowej: https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/08/ciaza-i-porod-w-szwecji.html) i wtedy córka słyszała dużo języka szwedzkiego i angielskiego, oprócz naszych ojczystych języków. Po tym okresie byliśmy głównie w domu, więc słyszała polski i włoski, rzadziej angielski. Mieliśmy też kilka wizyt rodzin, podczas których ekspozycja córki na jeden z języków się zwiększała. Sami podróżowaliśmy z córką dwukrotnie do naszych ojczystych krajów w pierwszym roku życia małej, raz do Polski i raz do Włoch. Codziennie rozmawiamy z dziadkami włoskimi i polskimi, tak więc córka słyszy język nie tylko od nas, ale i innych osób. W czasie pandemii koronawirusa bezpośrednie wizyty rodziny i u rodziny nie były możliwe, więc bezpośredni kontakt zastąpiliśmy dłuższymi rozmowami przez komunikatory internetowe. Podczas pandemii przestaliśmy też spotykać innych ludzi, więc ekspozycja córki na język angielski i szwedzki spadła do prawie zera. Jednak córka słyszała nas mówiących w innych językach niż polski/włoski, więc zdaje sobie sprawę, że funkcjonujemy w wielojęzycznym otoczeniu. Jej biblioteczka na koniec pierwszego roku, jak widać poniżej, też jest wielojęzyczna. Znajdują się w niej książki polskie, włoskie, szwedzkie, angielskie i jedna niemiecka.

Sposoby na wspieranie języka polskiego za granicą

Język polski lekko dominował w pierwszym roku życia mojej córki, ponieważ jestem osobą, która spędziła z nią najwięcej czasu. Drugi w kolejności jest język włoski. Mówienie po polsku nie przyszło mi łatwo, bo kilka lat temu kompletnie przestawiłam się na myślenie po włosku w trybie domowym. Aby popracować nad płynnością moich wypowiedzi, zaczęłam czytać więcej książek w języku ojczystym. Oto główne metody rozwoju języka polskiego, jakie stosuję z moją córką:

  • Muzyka
Każdego dnia słuchamy polskich piosenek dla dzieci, np. płyty "Dziecięce przeboje", o której pisałam tutaj: https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/07/dzieciece-przeboje.html. Poza tym podczas spacerów czasami włączam mojej córce polskie piosenki ze Spotify'a. Codziennie co najmniej przez 2 godziny słuchamy polskich piosenek dla dzieci (naszą listę top 10 znajdziecie tutaj: https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/09/ulubione-polskie-i-woskie-przeboje.html). Puszczam je córce, kiedy się bawi, często lecą w tle. Robię to regularnie, odkąd skończyła 2 miesiące. Przedtem słuchałyśmy głównie muzyki klasycznej, teraz słuchamy muzyki klasycznej i piosenek dla dzieci naprzemiennie. Ponadto, po 11 miesiącu życia córki poranne radio szwedzkie zaczęłam zastępować Polskim Radiem Dzieciom (https://www.polskieradio.pl/18,Polskie-Radio-Dzieciom). W ten sposób córka osłuchuje się z innymi piosenkami oraz audycjami radiowymi w języku polskim. Bardzo polecam!
  • Książki
Od urodzenia czytałam córce jedną książeczkę/jedno opowiadanie dziennie. Czasami czytałam jej na głos polskie artykuły z gazet, które akurat czytałam. Jednak w początkowych miesiącach życia nie było tego dużo, obiektywnie patrząc. W miarę rozwoju córki, zaczęłyśmy czytać coraz więcej książek razem. Jeśli mamy w domu książki w innych językach, tłumaczę je córce na polski. Nigdy nie czytam jej np. książeczek po włosku. Od 6 miesiąca jej życia bardziej aktywnie czytam z nią książki, a po 9 miesiącu życia nastąpiła prawdziwa eksplozja: czytamy wspólnie co najmniej dwie godziny dziennie. Im córka jest starsza, tym bardziej na to reaguje i sama domaga się czytania. 

Przełom nastąpił u nas po zakupie pierwszej książki o Puciu, o której pisałam tutaj: https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/07/pucio-uczy-sie-mowic-zabawy.html. Po zakupie tej książki diametralnie zmieniłam sposób, w jaki czytam córce i z dziecka, które nie potrafiło skupić się na jednej stronie książki nagle zamieniła się w dziecko, które ze mną siedzi i czyta 40-stronicową książkę (nie mając jeszcze roku). Gdybym mogła kupić córce tylko jedną książkę podczas pierwszego roku jej życia, byłaby to "Pucio uczy się mówić".
  • Rozmowa/śpiewanie/opowiadanie: 
Idąc za radami poradników o wychowywaniu dziecka, na bieżąco opisuję córce, co robię. Staram się połączyć słowa z przedmiotami, gestami, ruchem. Na początku rzadko to robiłam, mój mąż bardziej w tym przodował.  Jednak z czasem mój język polski się poprawił i podpatrzyłam u mojego męża, jak można rozmawiać z dzieckiem i teraz często to robię. Codziennie chodzimy na pobliską farmę ze zwierzętami, gdzie mamy wiele okazji, aby poćwiczyć wyrazy dźwiękonaśladowcze, co pomaga w nauce mowy. Za każdym razem, jak widzimy krowę, mówię np. "krowa mu mu" (teatralnie) zamiast podawania jedynie nazwy zwierzęcia. Robimy to z wieloma rzeczami, jakie obserwujemy podczas spacerów.

Codziennie staram się córce wprowadzać nowe słowa. Naturalnie przyswoiła sobie słowa takie jak "smoczek" czy "pieluszka" (które rozumie, ale jeszcze ich nie wypowiada), po 10 miesiącu życia zaczęłam bardziej świadomie wprowadzać jej nowe słowa, wskazując rzeczy i powtarzając wielokrotnie "lampa", "skarpetki", "krzesło" itp. Ze zdziwieniem zorientowałam się, że córka szybciej się uczy (rozumie) nowe słowa niż ja jej je wprowadzam.
  • Rozmowa z innymi Polakami
Rozmawiamy głównie z polską babcią, codziennie. Niestety, większość tego kontaktu jest przez telefon, ale lepsze to, niż nic. Poza tym, spacerując z córką po okolicy, zaczęłam nasłuchiwać, czy są tu jacyś Polacy. W Szwecji dosyć ciężko jest rozpoznać zasymilowanych Polaków. Wyglądamy podobnie do Szwedów i wielu Polaków ma szwedzkiego partnera, więc doskonale mówi po szwedzku. Najczęściej przez przypadek udawało mi się usłyszeć, że ktoś mówi po polsku. Okazało się, że mamy jedną polską sąsiadkę (osobę starszą), z którą czasami rozmawiamy. Poza tym na jednym z placów zabaw spotkałam polską mamę z dwuletnim dzieckiem, z którą widziałyśmy się dwa razy. Lepsze to niż nic i cieszę się z każdego takiego spotkania. Musiałam się przełamać i nauczyć zagadywania do nieznajomych mi ludzi. Nie waham się też poprosić o telefon i kontakt przy pierwszym spotkaniu. Jest to coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam, ale uważam, że każdy kontakt z językiem polskim usłyszanym nie ode mnie wyjdzie córce na dobre. 

  • Wizyty Polaków/w Polsce
Jest to najprawdopodobniej najlepsza metoda wsparcia nauki mowy polskiej u mojej córki (oprócz rozmowy ze mną), ale niestety, w tym roku bezpośredni kontakt z rodziną i przyjaciółmi był ograniczony przez koronawirusa. Mimo to udało nam się cztery razy gościć kogoś z Polski na kilka dni i pojechać do Polski na 3-4 tygodnie, kiedy córka miała 4 miesiące. 

Staramy się, aby ekspozycja córki na język włoski była podobna. Słuchamy włoskich piosenek. Mąż czyta jej rzadziej (mamy też mniej włoskich książek, ale nadrabiamy, jak widać poniżej), ale za to więcej się z nią bawi. Dużo śpiewa, opowiada jej po włosku, staramy się też gościć Włochów i jeździć do Włoch. Myślę, że udało nam się utrzymać symetrię w ekspozycji na oba języki. Spędzam z córką więcej czasu niż mój mąż, czytamy więcej książek razem, ale za to między sobą rozmawiamy po włosku. Podejrzewam, że w przyszłości to raczej język polski będzie najbardziej mniejszościowym językiem mojej córki. 



Rezultaty - rozwój mowy i rozumienia w pierwszym roku życia


Nasza córka ciągle jest na etapie głównie gaworzenia. Pod koniec pierwszego roku zaczęły pojawiać się pierwsze słowa, głównie po polsku, ale i takie, które można przypisać obu językom. Na tydzień przed i na tydzień po pierwszych urodzinach nastąpiła prawdziwa eksplozja wypowiadanych słów. 

Pierwsze słowo mojej córki, które wyłapaliśmy i zaczęła ze zrozumieniem powtarzać to:

"mam", "am" i "mniam". 

Są to jej określenia na jedzenie i pochodzą zapewne od słowa "mniam", które brzmi bardzo podobnie po polsku i włosku. Dlatego ciężko stwierdzić, w jakim języku mówi, kiedy wypowiada te słowa. Czasami powie "da", co może oznaczać "daj". Brzmi to bardzo podobnie po włosku "dai" (wymawiane daj), więc znowu ciężko stwierdzić czy mówi po polsku, czy po włosku.

Tuż przed skończeniem roczku córka zaczęła więcej za nami powtarzać. Do jej słownika weszły takie słowa, jak "mama", "tak" i "lala" na określenie lalki. Widząc sowę, mówi "uh uh". Około tydzień po pierwszych urodzinach zaczęła również mówić "tata" (zamiast "papa'" po włosku), "chr chr" na chrapanie i świnki, "mu mu" na krowę, "brum brum" na samochód. Poza tym gaworzy głównie sama do siebie i stara się naśladować różne dźwięki, jakie wydajemy.

Córka rozumie co najmniej kilkadziesiąt polskich i kilkadziesiąt włoskich słów. Staramy się jej nazywać obiekty w obu językach, ale być może jest tak, że polski lekko przeważa i zna w tym języku więcej słów. Córka rozumie i zna słowa związane z częściami ciała (oko, nos, noga, kolano itp.), ubraniem (bluzka, spodnie, skarpetki, buty), przedmiotami w domu (krzesło, stół, kanapa, itp.), rzeczami na dworze (autobus, samochód, żywopłot, parasol itp.), zabawkami (piłka, klocek, huśtawka, zjeżdżalnia itp.). Rozumie też proste polecenia i niektóre czasowniki. Wie, co to znaczy dać buzi, przytulić, pomachać, bić brawo, podać coś, iść, posprzątać, zamknąć oczy, pić, uśmiechnąć się - w obu językach. Myślę, że rozumie też niektóre przysłówki: gorąco, zimno, wysoko. Słowa poznajemy czytając książki, często ilustrowany słownik 100 pierwszych słów, ale i na co dzień, opisując to, co robimy. 

Córka bardzo dobrze rozumie niektóre rzeczy, często nas zaskakując. Np. jedną z jej ulubionych włoskich piosenek jest ta o żółwiu ("La bella tartaruga" Bruno Lauziego https://www.youtube.com/watch?v=iw_4CQhZbmU&list=PL6B8BCAB8540FE87F&index=10, piszę o niej przy okazji włoskiej listy top 10: https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/09/ulubione-polskie-i-woskie-przeboje.html). Kiedy chce jej posłuchać, bierze do rąk żółwia-puzzle i woła mojego męża, wskazując głośnik bluetooth, z którego razem słuchają muzyki. Nie robi tego ze mną, bo rozumie, że jest to piosenka po włosku i że to tata z nią słucha tej piosenki. Z kolei mnie raz zaskoczyła, bo kiedy słuchałyśmy piosenki, w której występuje wers o myszce, na krótko przed tym, kiedy ten wers nadszedł, wzięła do ręki zabawkę-myszkę i wskazała głośnik stereo, z którego dobiega muzyka, której słucha ze mną. Oznacza to, że nie tylko umie powiązać nazwę z rzeczą, ale i na tyle rozumie i pamięta słowa piosenek, jakie jej puszczam, że umie je zapamiętać i wyprzedzić. Nie spodziewałam się, że 11-miesięczne dziecko ma takie możliwości.

Córka rozumie, że mówię w innym języku niż jej tata. Kiedy mówię po włosku, zazwyczaj nie zwraca na to uwagi, bo wie, że nie mówię do niej. Jeśli powiem coś po polsku, od razu staje się uważna, bo w większości przypadków wie, że zwracam się do niej. 

Podsumowanie

Podsumowując, jestem zadowolona z postępów językowych naszej córki po pierwszym roku życia i naszej strategii. Córka rozumie naprawdę dużo słów w języku polskim i włoskim, wiele rzeczy i zdań z kontekstu (co widać po jej reakcjach). Jest bardzo komunikatywna, mimo że nie wypowiada jeszcze wielu słów. Ciekawi mnie to, w jakim języku pojawią się kolejne słowa. Krótko po skończeniu pierwszego roku życia nasza córka pójdzie do szwedzkiego przedszkola (o tym, dlaczego jest to przedszkole, a nie żłobek piszę tutaj: https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/08/urlop-rodzicielski-i-wybor-przedszkola.html), więc proporcje językowe w naszej rodzinie się zmienią i język szwedzki stanie się jej językiem większościowym. Mam nadzieję, że mimo to moje podsumowanie pod koniec 2 lat życia będzie równie optymistyczne. 

Gdybym mogła cofnąć czas, poczekałabym jeszcze troszkę z wysłaniem córki do szwedzkiego przedszkola, aby zwiększyć jej ekspozycję na nasze ojczyste języki. Jak pisze Barbara Zurer Pearson na str. 369 "Jak wychować dziecko dwujęzyczne" (książka, o której pisałam tutaj:https://polskamamazagranica.blogspot.com/2020/09/jak-wychowac-dziecko-dwujezyczne.html): 

"jeśli do znajomości języka większości dodasz znajomość języka mniejszości, ten pierwszy nie ucierpi. Jeśli jednak do znajomości języka mniejszości zaczniesz zbyt wcześnie dodawać język większości albo uczynisz to, nie zapewniając dodatkowego wsparcia językowi mniejszości, znajomość tego języka może zacząć się kurczyć, zanim język większości będzie w stanie przejąć jego rolę."

Możliwe jest też, że dzieci chodzące do przedszkola z językiem większości stracą motywację do nauki języka mniejszości, jak pisze Pearson na str. 366:

"Jeśli dzieci rozpoczną wcześnie wielojęzyczną edukację w języku większości, równie wcześnie zorientują się - gdy jeszcze ich znajomość języka mniejszości nie będzie ugruntowana - że najbardziej przydatny jest język większości."

Z tego punktu widzenia dla dzieci wielojęzycznych lepsze byłoby, aby zostały w domu nieco dłużej. Muszę przyznać, że taka myśl pojawiła się u mnie dopiero pod koniec urlopu macierzyńskiego, kiedy data rozpoczęcia żłobka była już dawno zdecydowana. 

Macie podobne przeżycia/wrażenia albo jakieś przemyślenia? Dokumentowaliście rozwój mowy Waszego dziecka? Proszę, podzielcie się Waszymi przeżyciami w komentarzach.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze